Odliczamy!

wtorek, 20 maja 2014

Doświadczona narzeczona

Ja: Nie wiem, czy wiesz, więc chciałam Ci to oficjalnie oznajmić, że Twoja narzeczona jest już kobietą DOŚWIADCZONĄ...
K: (przerażenie w oczach...) Cooo?

Tak. Bo w metodach naturalnego planowania rodziny (NPR) kobieta doświadczona to taka, która ma dokładne obserwacje z co najmniej 12 cykli. Czyli ja. :)

Bardzo, bardzo się cieszę, że gdy rok temu przeczytałam w książce "Nas dwoje" zachętę, by podjąć obserwacje, coś mnie tknęło i nie zwlekając, od razu założyłam zeszyt. Pamiętam, jak nie mogłam się doczekać, aż się skończy cykl, żebym mogła zacząć notować od początku nowego cyklu. Pierwszych kilka miesięcy to była przede wszystkim mega ekscytacja - jak to wszystko rzeczywiście działa! Że ta temperatura ZAWSZE idzie do góry, a potem gwałtownie spada. I już nie trzeba się zastanawiać, kiedy dokładnie przyjedzie ciotka czerwonym polonezem - dopiero jak temperatura spadnie. Na następny dzień - jak bum cyk!

A jak się któregoś razu trochę przeziębiłam w środku cyklu, a do tego właśnie wtedy jechaliśmy w kilkugodzinną trasę i wszystko się poprzesuwało, to już po paru dniach wiedziałam, że to nie będzie zwykły cykl. I rzeczywiście, był 10 dni dłuższy niż zwykle. Ale ja przez te 10 dni byłam spokojna, bo wiedziałam z czego to wynika i dlaczego - wszystko pięknie było widać na wykresie. A wcześniej jak mi się zdarzały podobne sytuacje i czekałam tydzień lub dwa na okres, to zachodziłam w głowę, co się dzieje i już wymyślałam dziesiątki schorzeń, jakie na pewno mnie zaatakowały, bo to przecież nie jest normalne, żeby aż tak się opóźniało...

No cóż, czasem jest normalne. Tylko człowiek był głupi i wzbraniał się przed tym, żeby poznać siebie, jak diabeł przed wodą święconą. Dziś kompletnie nie mam pojęcia, skąd był we mnie taki opór. Nie mogę zrozumieć, jak mogłam nie chcieć dowiedzieć się więcej o swoim własnym ciele. Tym bardziej, że to przecież prawie żaden wysiłek - mierzenie temperatury weszło mi w krew całkiem szybko, a zapisanie jej na wykresie trwa dosłownie 3 sekundy po wstaniu. Zwrócenie uwagi na śluz - to jakoś mimochodem jak jestem w toalecie. Jedyne, co wymaga ode mnie nieco więcej (bo jakichś 5 minut w miesiącu :D), to narysowanie sobie tabelki na nowy wykres. Ale jak ktoś nie lubi takich bazgrot, to są specjalnie przygotowane zeszyty - można sobie kupić za parę groszy i nie trzeba samemu rysować.

Co dał mi rok obserwacji? Przede wszystkim spokój. Widzę, jak to wszystko dokładnie działa, przewiduję co do dnia, kiedy spodziewać się kolejnej miesiączki (a nie mam cykli regularnych jak przedwojenne pociągi), wiem, co się dzieje w moim ciele i dlaczego czuję się tak, a nie inaczej. Poza tym mam całkiem niezłą skarbnicę wiedzy dla lekarza, gdyby tylko zaczęło się dziać coś niedobrego. No i z moich obserwacji już teraz płyną konkretne wnioski na temat mojej płodności, co za jakiś czas może mieć ważne znaczenie. ;)

Dodajmy do tego frajdę - nie tylko swoją! Narzeczony na początku był równie podjarany jak ja i co chwilę pytał: "Który dzisiaj dzień?" i "Kiedy będzie skok??" (chodzi o skok temperatury ;D). A tak zupełnie poza tym, to bardzo jednoczy. To, że On zna moje cykle (zagląda sobie czasem do zeszytu ;)), wie, co się dzieje w moim ciele i akceptuje wszelkie tego konsekwencje - to daje pewne poczucie bezpieczeństwa i cieszy.

Tak, po prostu cieszę się, że tak to wygląda. :)

34 komentarze:

  1. Szkoda, że nie wszystkie kobiety mają to szczęście, by chcieć zgłębiać sekrety własnego ciała. Poznawać, jak funkcjonuje, po to, by świadomie kierować płodnością. Jak również znać przyczyny wahań nastroju.
    Aby móc tak żyć, trzeba od początku przyjąć określoną opcję, potem jest już dużo trudniej. Dlatego tak ważna jest wczesna edukacja w tym kierunku.

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakiego termometru używacie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zwykłego elektronicznego microlife'a.

      Usuń
    2. Zamawiałaś termometr w internecie czy dostałaś w aptece? Chodzę do Krakowie od kilku dni i nigdzie nie mogę kupić :(

      Usuń
    3. Termometr dostałam od Karola, więc chyba zamawiał przy okazji w jakiejś hurtowni farmaceutycznej.

      Usuń
    4. Dwa miejsca po przecinku ma? :)

      Ciężko w aptekach owulacyjne termometry dostać, też przez internet zamawiałam za każdym razem (bo ich trochę natłukłam zanim się na elektroniczny przerzuciłam:p). Ja chyba na jakąś złą partię Microlifów trafiłam, bo mi wariował, leży w szufladzie.

      Usuń
    5. Na razie zwykły, z jednym miejscem po przecinku mi wystarcza i wykresy wychodzą raczej czytelne, tzn. nie mam problemów z interpretowaniem. Jak będę potrzebowała bardziej dokładnych danych, to będą i dwa miejsca po przecinku. ;)

      Usuń
    6. A nie no przy wyraźnych skokach to rzeczywiście dają radę. Przy mniejszych to pół kreski już robi różnicę, a wiesz... jeden dzień to już dużo. :D

      Usuń
    7. Narzeczony zamówił w internecie :) mam nadzieję, że termometr nie będzie wadliwy...

      Usuń
    8. Super :D Pozostaje życzyć powodzenia i owocnych obserwacji! Bo, że będzie ciekawie, to pewne! ;)

      Usuń
    9. Ja (nie)stety do ślubu mam już tylko kilka miesięcy, a kolejny cykl już się zaczął, więc odpadnie mi mierzenie w tym miesiącu. Nieodpowiedzialna ze mnie narzeczona...
      A napisz jeszcze, gdzie mierzysz temperaturę? Czy to jest jakaś różnica w odczytach między odczytami pomiarów w ustach a w pochwie?

      Usuń
    10. Zawsze możesz zacząć mierzyć w połowie cyklu, grunt, żeby skok złapać, bo to jest najważniejsze w całych tych statystykach potrzebnych do wyznaczenia przedowulacyjnej niepłodności. ;)
      Waginalne jest dokładniej (i cieplej :P ale to akurat nie ma znaczenia, bo nie sama wartość, jako wartość jest ważna, tylko różnica w poziomach) W ustach musisz się bardziej pilnować, żeby Ci termometr nie zjechał nigdzie, bo masz kilka punktów, w których są różne wartości temperatur. Ale jak za każdym razem dobrze trafiasz w to samo miejsce, to styknie. :)

      Usuń
    11. Nie wiem, jaka jest różnica, bo ja mierzę w ustach i (przynajmniej na razie) nie mam zamiaru robić tego gdzie indziej. ;) Jeśli chodzi o to, kiedy zacząć mierzyć i notować, to nie ma znaczenia, w którym dniu cyklu - możesz zacząć choćby teraz, tylko sobie zaznacz, który to dzień cyklu i można startować. Ja czekałam, bo do końca cyklu było raptem parę dni i to było moje widzimisię.
      No i bez przesady z tą nieodpowiedzialnością, daj spokój. ;)

      Usuń
    12. Ada, ja się przełamałam dopiero po porodzie, żeby mierzyć w pochwie;) Teraz uważam, że to lepsza metoda, dokładniejsza, szybsza i wygodniejsza, ale na początek chyba faktycznie lepiej zacząć od ust;)

      Usuń
    13. Ja pierniczę, jak ja się czasem przy Was czuję odważna, bezpruderyjna, zepsuta i w ogóle bez zahamowań. :D

      Usuń
    14. I się z tego ciesz;) Dziewczyno, jakie ja męki przeżywałam przed pierwszą wizytą u ginekologa, a nawet w pewnym sensie... przed nocą poślubną. Naprawdę;)
      Ale ciąża mnie tak skutecznie z tego wyleczyła, że nawet studenty oglądające moją szyjkę macicy i dziwujące się, że u pierwiastki wygląda jak u wieloródki nie zrobiły na mnie wrażenia;)

      Usuń
    15. Nie że jakiś ekshibicjonizm, wszystko u mnie w normie. :p Męki przed wizytą u gina, to jeszcze rozumiem (choć nie doświadczyłam, dla mnie lekarz to lekarz, mam świadomość, że dla nich jestem którymś tam z kolei materiałem badawczym i nie robię na nich żadnego wrażenia). Strachu/wstydu takiego paraliżującego przed nocą poślubną też nie znam, a żeby się do termometru przełamywać to bym nie wpadła nawet... :p

      Usuń
  3. Oj fajna sprawa, fajna:) ale z tą skarbnicą wiedzy dla lekarza to nie rozczaruj się, ja miałam wrażenie na wizycie że facet nawet nie wie co to i nie ukrywał wcale że nie wierzy w takie "bajki". Wprost niby nie powiedział, ale ja to tak odczułam i to nie raz. Niby XXI wiek a kobiety przychodzą i nawet nie bardzo ogarniają że istnieje coś takiego jak owulacja to i lekarze nie nawykli. Wolą patrzeć w komputer niż na rozrysowany cykl:(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jak dla mnie taka postawa dyskwalifikuje lekarza...
      Ale to rzeczywiście przykre, że jest takie podejście wśród wielu ginekologów...

      Usuń
    2. No to prawda... u mnie w okolicy znaleźć jakiegoś lekarza znającego npr było bardzo trudno:/ Ale znalazłam. Niestety tylko prywatnie:/

      Usuń
  4. Ada, możesz mi podesłać stronkę, na której będzie wszystko wytłumaczone łopatologicznie? :P
    Kiedyś czytałam coś o npr, ale jakoś mnie ta lektura nie zachęciła do obserwacji .;)

    OdpowiedzUsuń
  5. Na przykład: http://npr.pl/index.php/content/view/29/53/
    i dalsze artykuły (do kliknięcia na dole strony), w tym zwłaszcza:
    http://npr.pl//index.php/content/view/36/43/

    :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Faceci wbrew pozorom lubią takie rzeczy, są ciekawi jak działa kobieta i naprawdę nas obserwują. Mój np. zawsze wie kiedy mam okres i to wcale nie strzela w datę tylko mówi że inaczej wyglądam. A kilka razy zdarzyło się ze mnie przytulał i pytał czy mnie brzuch boli, ja sie go ze zdziwieniem pytam o co mu chodzi, na co on odpowiadał ze przecież mam miesiączkę, ja ze śmiechem odpowiadałam ze guzik, nie trafił bo jeszcze nie mam, że później albo jutro. Szlam do WC i się okazywało że jednak mam -,-

    OdpowiedzUsuń
  7. Fajny wspomagacz obserwacji: http://period28.com/
    Nawet jest polska wersja językowa, ale niestety mnóstwo błędów (google translate słabo ogarnął pewnie ;) )

    Co do ginekologów znających się na NPR w Krakowie, to też mogę podpowiedzieć: http://www.lsp.zaprasza.net/ oraz dr Maria Szczawińska

    Pozdrowienia,
    manna

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O, dzięki - może się przydać. :)

      Usuń
  8. No :) i dobrze z taką wiedzą z małżeństwo wchodzić :) od samego początku będzie wiadomo co i jak i kiedy ;)
    ja póki nie zaczęłam się rozmnażać (:P) też wiedziałam co i jak, w sensie, że okres mnie nigdy nie zaskoczył i to był naprawdę luksus dla mnie.
    a czy malować wykresy miałabym cierpliwość to nie wiem :P jak mi się książeczka skończyła, to znalazłam w internecie do wydrukowania - identyczne jak z książeczki i sobie drukowałam ileśtam i sama sklejałam w książeczkę.

    OdpowiedzUsuń
  9. Jakbym czytała notkę napisaną przez siebie ;) Bo dokładnie tak samo do tego podchodzę i dokładnie tak samo się ekscytuję - właściwie do dziś, choć tych obserwowanych cykli mam prawie 30. Niektórzy są do tego sceptycznie nastawieni, ale ja nie bardzo rozumiem, dlaczego, bo jeśli się wszystko dobrze kontroluje, to organizm chodzi jak w zegarku (a jak nie to znaczy, że coś jest nie tak i to też ważna wskazówka)

    OdpowiedzUsuń
  10. Mnie to szczerze mówiąc nadal przeraża (ale to może materiał na wynurzenia mailowe) (które niedługo nadciągną!), ale zdaję sobie sprawę, że dbanie o własne zdrowie i macierzyństwo nie musi koniecznie być dla mnie przyjemnością.

    Acz teraz użeram się z napro, co przynajmniej zwalnia mnie z konieczności wariowania z termometrem ;)

    Co do lekarza - byłam raz u takiego z przypadku. Więcej nie będę. Lekarz katolik, a najlepiej naprotechnolog - to dla mnie must-have. Z najważniejszymi rzeczami w życiu nigdy dość uwagi i ostrożności.

    I chyba już kiedyś mówiłam - dla pewności machnij sobie zestaw badań hormonalnych. Diagnostyka (ta sieć laboratoriów) ma zdaje się jakiś promocyjny pakiet dla kobiet planujących ciążę.

    Uściski,

    Marysia

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chętnie poczytam co jest dla Ciebie przerażającego w "wariowaniu z termometrem" ;D Czekam na maila! ;)

      Usuń
    2. A nie, termometr jest po prostu męczący przy moim nieregularnym trybie życia. A że jest najbardziej podatny (w sensie temperatury) na wszelkie wpływy zewnętrzne (przeziębienie, migrena, zarwana noc, podróże, alkohol), to i tak wykresiki wariowały.

      Przeraża mnie natomiast nieustająco wszystko, co ingeruje w moją intymnośc i poczucie wstydliwości - ale nikt nie powiedział, że rodzicielstwo ma być łatwe i przyjemne.

      M.

      Usuń
    3. Ja jestem jakaś pancerna, na mnie prawie nic nie wpływa, tylko przeziębienie dopiero jak mam powiększone węzły chłonne, a alkoholu tylko większa ilość i dopiero jak wypiję bardzo późnym wieczorem. A tak to żadne migreny, podróże, zarwane noce itd. zero wpływu.

      Ale że npr ingeruje w poczucie wstydliwości? Czy nie zakumałam czegoś?

      Usuń
    4. Wiadomo, każdy organizm swoje, ja widać jestem jakimś wrażliwcem.

      Tak, mnie ingeruje. Mam dośc wysoką barierę wstydu i musi być bardzo ważny powód, bym ją przełamała. Własne zdrowie oraz dążenie do macierzyństwa jest zdecydowanie najważniejszą i najpoważniejszą przyczyną, jaką mogę sobie wyobrazić. Wizytę ginekologiczną traktuję jak dentystyczną - nie ma być miło, ma być skutecznie (choć i moja lekarka, i studenci stomatologii, do których chodzę, to jakieś anioły).

      M.

      Usuń
  11. Dzięki Ada za tego posta, bo mnie zmobilizował, żeby zacząć obserwacje tak na poważnie :)
    Podekscytowana jestem już teraz trochę, chociaż dopiero planuję zakup owulacyjnego termometru elektronicznego - ciekawa jestem, czy w aptece uda mi się go dostać, ale namiary na allegro już mam w razie czego ;)

    A tekst z "kobietą doświadczoną" - bardzo dobry ;) Kiedyś też nie zawaham się go użyć ;P

    OdpowiedzUsuń

Jeśli chcesz, możesz skomentować to, o czym piszemy. Oczekujemy jednak podpisania się pod swoimi słowami, choćby pseudonimem. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...