Zima na chwilę zaskoczyła, sypnęło śniegiem, więc pozwolę sobie na małą metaforę "klimatyczną".
Wiecie, jak to jest, gdy w jakiejś sferze życia z czymś sobie nie bardzo radzimy, a oczekiwanie na zmianę sytuacji (nie zawsze od nas zależną) wypełnione jest narastającym napięciem...? Kolejne potknięcia, rozczarowania, wybuchy emocji i frustracje nawarstwiają się jak tocząca się kula śnieżna. Coraz większa i cięższa, coraz trudniejsza do ruszenia, coraz bardziej przerażająca... A jeśli śniegu wokół też jest dużo, to łatwo o lawinę, przez którą nasza śnieżna kula zaczyna się toczyć w dół.
Taka kula śnieżna + lawina = kryzys. Dół. Gleba.
Ja swoją kulę śnieżną toczę już dłuższy czas. Z każdym dniem jest mi coraz trudniej. Czasem udaje mi się ją trochę "przyklepać", jakoś wygładzić, żeby choć trochę się zmniejszyła. Ale to tylko chwilowe przebłyski. Ona i tak wciąż rośnie. Uparcie i natrętnie.
Łatwo sobie wyobrazić drobiazg, który spowoduje choćby niewielką lawinę. Zmęczenie, zniechęcenie, kiepski nastrój albo właśnie wręcz przeciwnie - wieeelka otwartość związana z dużymi oczekiwaniami wobec drugiej osoby. Do tego nadmiar emocji i codziennych napięć. Lawina murowana. Kryzys. Kula toczy się w dół, zbierając po drodze kolejne, nadprogramowe frustracje. Rozczarowanie. Żal. Jeszcze trudniej...
My też to przeżywamy. Czasem te kryzysy są jakieś bardziej znośne, łatwiejsze do przełknięcia. A czasem, jak ten ostatni, trudne, bolesne, okupione łzami. Ale w każdej takiej chwili słabości i naszego niedomagania przychodzi ON, ze swoim Miłosierdziem.
A wczoraj to już w ogóle było przegięcie. Jakby cała Liturgia, każde Słowo było w całości tylko dla nas...! Idealnie dopasowane i trafiające w sedno. Jak to dobrze, że Bóg może z każdego zła wyprowadzić nieskończone dobro! Jak dobrze, że moc w słabości się doskonali!
Z każdym dniem jesteśmy coraz mocniejsi. Miłością.
A moją "kulę śnieżną" w dniu ślubu złożę na ołtarzu. Niech się stopi w promieniach sakramentu.
Coraz silniejsi Miłością - pięknie! Amen, Alleluja i do przodu! :D
OdpowiedzUsuńOstatnie dwa zdania rozwaliły system:) Naprawdę cudowne:)
OdpowiedzUsuńNo w dzień sakramentu kula się stopi a potem znów od nowa;) ale razem mieszkając to jednak inaczej się rozwiązuje problemy, choć kaliber często dużo cięzszy problemów niż wcześniej- tak z doświadczenia.
OdpowiedzUsuńja zawsze sobie myśle ze co mnei nie zabije to mnie wzmocni, już tyle razy w życiu dostałam po d...że za każdym razem już jest łatwiej i wiem że wypłynie jakieś dobro w końcu;)
Pozdrawiam.
A.
Niby dlaczego "potem znów od nowa"? Ech, łatwo wyrokować, gdy nie zna się danej sytuacji. Łatwo też przychodzi udzielanie innym pseudo-rad w stylu "ale razem mieszkając to jednak inaczej się rozwiązuje problemy" - akurat Ada z Karolem niejednokrotnie pisali o wspólnym rozwiązywaniu problemów poprzez rozmowę. Niekoniecznie poprzez złośliwości, tak jak w Twoim komentarzu - nie wiem, może niektórych boli to, że ktoś inny chce oddać Bogu to, z czym ciężko poradzić sobie po ludzku?
UsuńNie odebrałam tego komentarza jako złośliwości. Być może coś w tym jest, że potem "znów od nowa", tylko pewnie problemy będą inne. :)
UsuńWg mnie tez A. nie mial.nic zlego na mysli! Bo bedzie inaczej. Pewnien nowy rozdzial. Etap. Ale przyjdzie szarosc dnia codziennosc klopoty. I moze kula sniezna sie toczyc :) Malzenska :) i nawet jesli klopotu beda rozwiazywane rozmowa. To bedzie inaczej niz przed. Po prostu inaczej :)
UsuńAleż ja nie twierdzę, że nie będzie inaczej! Widocznie źle zrozumiałam wypowiedź A., jako - jak mi się zdawało - negującą sens oddania Bogu swoich zmartwień, bo w małżeństwie "jednak inaczej się rozwiązuje problemy". Jeśli A. nie miała tego na myśli, to zwracam honor :) I biorę sobie do serca wpis Meg.;)
UsuńTo ja prostuję!:) Broń boże nie neguje oddania Bogu swoich zmartwień! Wręcz przeciwnie:) My codziennie z mężem składamy nasze problemy codzienności Bogu, chodzimy na Oaze Rodzin żeby sobie łatwiej radzić z przeciwnościami życia codziennego. Chodziło mi o to że tak na prawdę to codziennie tą kule składamy Bogu a ona od rana znów się formuje. A co do rozwiązywania problemów w małżeństwie to na prawdę zauważyłam zmianę pomiędzy tym jak to było mieszkając oddzielnie a jak jest teraz kiedy mieszkamy razem (choć w to nie wierzyłam - nawet rozmowy są inne):)
UsuńPozdrawiam!
A.
Ach skąd ja to znam :)
Usuńpozdrawiam i dziękuję Bogu, że to już tylko 107 dni, no już za chwilę 106.
JEZU UFAMY TOBIE- nasze motto na życie razem, które będzie nam towarzyszyło od 16 maja 2015 do końca życia. (Taki mamy grawer na naszych złotkach :D )
Pozdrawiam
J.B.