Odliczamy!

środa, 18 marca 2015

Przyziemnie

Ostatnio bardziej niż ślubne załatwienia zajmują nas sprawy bardzo przyziemne związane nawet nie z chwilą obecną, a z naszą rzeczywistością poślubną.

Umowa w pracy kończy mi się na kilka dni przed ślubem i chociaż nie było żadnych sygnałów, żeby miano mi jej nie przedłużyć, to jednak jakaś nutka niepewności wciąż doskwierała. A co, jeśli...? Chciałabym zaprosić koleżanki z pracy na ślub, ale będzie śmiesznie, jeśli okaże się, że w dniu ślubu już nie będę z nimi pracować... ;)
Wczoraj wszystko się wyjaśniło. Zostałam poinformowana, że pracodawcy są ze mnie bardzo zadowoleni i będę mieć przedłużoną umowę już na czas nieokreślony, a w dodatku dostanę podwyżkę. :D
Krótko mówiąc: Uff! Wow! I alleluja! :)

W tak zwanym międzyczasie wciąż szukamy mieszkania. Na bieżąco przeglądamy oferty w Internecie, rozpowiadamy znajomym i prosimy o informację zwrotną, gdyby ktoś coś wiedział o małym mieszkanku w naszej okolicy. No i szturmujemy Niebo. Ja już czuję, że Szef coś dla nas ma w zanadrzu, tylko proszę, żeby wszystko rozegrało się w najbardziej odpowiednim czasie. :)

Ostatnio też mieliśmy ciekawe rozkminy na tematy finansowe. Próbowaliśmy ogarnąć, jak to będzie u nas wyglądać, gdy już będziemy małżeństwem. Założyć wspólne konto czy zostać przy swoich oddzielnych? Może przez jakiś czas prowadzić zapiski wszystkich naszych wydatków, żeby zorientować się, ile w ogóle potrzebujemy na wspólne życie? (Karolasty się śmieje, że ja mogę przeżyć mały szok po tym, jak przez kilka miesięcy sama prowadziłam takie zapiski i praktycznie nigdy nie przekraczałam 1000 zł miesięcznie - łącznie z opłatą z pokój. ;D). Podzielić się, kto za co płaci, czy na bieżąco opłacać wszystko ze wspólnej kasy? Zostawiać sobie jakieś własne pieniądze (jeśli tak, to ile?), czy na osobiste wydatki też brać ze wspólnych? Tak w mglistych wyobrażeniach o wspólnym życiu to było super proste, ale jak przyjdzie co do czego, trzeba będzie to wszystko ustalić. Bo nie wystarczy wiedzieć, jak ma nie być. Trzeba też wypracować sobie własny model, jak ma u nas być. Tym bardziej, że podobno spora część konfliktów w małżeńskim życiu dotyczy właśnie finansów.

Jeśli ktoś chciałby się podzielić, chętnie dowiemy się, jak inne małżeństwa funkcjonują w tej kwestii. Może macie jakieś podpowiedzi, coś możecie z doświadczenia doradzić albo odradzić?

16 komentarzy:

  1. My po slubie mamy nadal osobne konta, a trzecie mamy wspolne (zwiazane z kredytem). A, i jeszcze oszczednosciowe. Na wspolne przelewam ja (na rate za mieszkanie), na oszczednosciowe maz, rachunki placi raczej maz, ale w sumie to wychodzi w praniu, ja mam stala pensje, a maz nie. Osobne konta sa o tyle fajne, ze mozna sprawic niespodzianke bliskiej osobie i ona o tym nie wie, i nie jest to ze wspolnej kasy, mozna sobie zafundowac czasem cos ekstra, itd.
    Kinga

    OdpowiedzUsuń
  2. Każde z nas zachowało swoje konto, ale wszystko jest totalnie wspólne. Nie ma znaczenia, kto za co płaci. Zresztą, przez lata, czasem ja zarabiałam więcej, czasem on (bywały chwile, że ktoreś z nas wcale). Znamy swoje PINy, ja obsługuję bankowość internetową (wszelkie zakupy), on ogarnia lokaty oszczędnościowe. Wszystkie decyzje podejmujemy razem, i prowadzimy wspólne zapiski (w zeszycie, ale pora ogarnąć jakiś program). Zapiski zresztą uważam za konieczne, żeby wiedzieć, ile można odkładać, a w naszym wypadku - zasymulować ratę kredytu.

    Dbałość o budżet i gospodarność to częśc dobrego małżeństwa. Nie wyobrażam sobie ani braku zupełnego zaufania w tej kwestii, ani oszukiwania drugiej osoby.

    Marta

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja doradzę, żeby tą kwestię przemyśleć też od strony formalnej;) Wiem, że przed ślubem albo krótko po ślubie się o takich kwestiach nie myśli, ale warto wybrać takie rozwiązanie, żeby w razie śmierci współmałżonka lub innych zdarzeń losowych mieć dostęp do wspólnych finansów. To ważne zwłaszcza kiedy pojawią się dzieci, żeby móc w razie czego zapewnić im utrzymanie. My zachowaliśmy swoje konta, ale oszczędności trzymamy na trzecim- wspólnym. Na kontach prywatnych w razie śmierci właściciela środki są blokowane aż do sprawy spadkowej, na wspólnym połowa jest blokowana ale do drugiej połowy współwłaściciel ma swobodny dostęp. Pełnomocnictwa po śmierci właściciela tracą moc. I druga sprawa- w przypadku osobnych kont współmałżonek musi wiedzieć, gdzie druga strona ma ulokowane pieniądze- w jakim banku ma lokaty itd- żeby po ew. śmierci współmałżonka móc się o nie w stosownym miejscu upomnieć- bank sam z siebie nie ma obowiązku wychodzić z inicjatywą;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Z własnych obserwacji: Świetnie mieć konto wspólne bo nie trzeba sobie przypominać "zrób przelew na połowę oplat, polowe jedzenia" bla bla bla. Beznadziejnie mieć konto wspólne kiedy przychodzą urodziny czy inna okazja i chcemy zrobić prezent niespodziankę - druga strona wie ile wybieramy wiec i może domyślić się co dostanie. Może to takie przyziemne ale ja lubię robić prezenty niespodzianki i szlag mnie trafia kiedy on wie ile kasy na nie wydaje....

    OdpowiedzUsuń
  5. Widzę po komentarzach, że taki sposób jak my ma wiele par:) Czyli zostawiliśmy swoje konta i założyliśmy wspólne - oszczędnościowe. Pieniądze na wszystkich kontach traktujemy jako wspólne i co do zasady nie robi nam różnicy które z nas za co płaci. A osobno konto w kontekście kupowania sobie prezentów jest bardzo przydatne:)

    Też od ślubu prowadzimy monitoring naszych wydatków w exelu i jesteśmy z tego zadowoleni, bo wspomaga to nasze oszczędności:)

    Tak mi się przypomina nasz czas oczekiwania sprzed roku i ... cieszę się, że już jesteśmy po:) Ślub jest cudowny i wspominamy ten dzień z ogromnym sentymentem, ale te wspólne życie po ślubie jest bez porównania lepsze i bije narzeczeństwo na głowę;)

    Pozdrawiam Was bardzo mocno:)

    OdpowiedzUsuń
  6. My mamy jedno wspólne. I nie ma problemu z robieniem niespodzianek - ja i tak nie wchodzę na to konto internetowe a jak chce kupić coś mężowi żeby o tym nie wiedział to płacę gotówką i już :-) zresztą ja przez pewien czas (kiedy jeszcze studiowałam) pracowałam tylko dorywczo i wtedy już te osobne konta były zupełnie bez sensu. U nas akurat pieniądze nigdy nie były przedmiotem sporu - mamy podobne podejście do spraw finansowych a zresztą pieniądze to tylko pieniądze raz jest ich więcej raz mniej ale to nie najważniejsze :-)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ale przeciez jest proste rozwiazanie: wspolne konto na rachunki i zycie, wszystkie potrzebne rzeczy wplywa na nie stala pensja z tego wydzielilismy sobie kwote tzw kieszonkowe ktora przelewamy sobie na swoje stare konta i kazdy ma pieniadze na niespodziankowe prezenty, swoje fanaberie itp. Reszte pieniedzy ktora zostaje dziele przez dni w miesiacu i wiem jakiej kwoty nie moge przekroczyc. To co zostaje dzien przed wyplata przelewamy na konto oszczednosciowe i wszystko zaczyna sie od nowa :) acha i wszystkie drobniaki z kieszeni od czasu do czasu zbieram i wrzucam do jednego worka potem okazuje sie ze calkiem sporo tego zostalo i mozna kupic cos ekstra :) pozdrawiam krysia

    OdpowiedzUsuń
  8. My już od 3 miesięcy mamy wspólne pieniądze. Prowadzimy zapiski naszych wydatków i się z nich rozliczamy. Zachowaliśmy osobne konta, ale mamy zamiar założyć wspólne na dniach. Co do niespodzianek np. na urodziny, to zawsze po wypłatach dajemy sobie kieszonkowe i wtedy te pieniążki przeznaczamy na nasze różne zachciewajki, czy niespodzianki dla drugiej połówki :)

    Pozdrawiam,
    E.

    OdpowiedzUsuń
  9. http://jakoszczedzacpieniadze.pl/konto-wspolne-czy-osobne-po-slubie

    Szaffi jest super, i tu też mądrze gada ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rzeczywiście, rewelacyjna skarbnica porad do przemyślenia. Dzięki! :)

      Usuń
  10. Myśmy nawet przez sekundę nie pomyśleli żeby mieć osobne konta;) Od razu po ślubie mąż dołączył się do mojego i wszystko jest wspólne, nie zastanawiamy się kto za co płaci, tylko idzie ze wspólnego wszystko. Co do zapisków- zdecydowanie TAK, my będąc 2 lata po ślubie prowadzimy zapiski żeby wiedzieć ile wydajemy i ile kiedy da się zaoszczędzić. Dla mnie jedną z rzeczy będących istotą małżeńśtwa jest właśnie wspólna kasa, że nie myślisz potem " ale cham, nie dał mi w tym miesiącu na czynsz a jadł szynke którą ja kupiłam":D A, i jeszcze dobra rada, nie płacić za często kartą, tylko jak już ogarniecie ile w miesiącu potrzeba to taką sume wyciągać i gospodarować, bo z karty to niestety szybko odpływa a nic nie czujesz:P
    Będzie dobrze z mieszkaniem! Szef tylko czeka na odpowiedni moment!:D
    Pozdrawiam.
    B.

    OdpowiedzUsuń
  11. Dziękuję za wszystkie odpowiedzi, w których dzielicie się, jak kwestie finansowe wyglądają u was. Jest to dla nas cenna wskazówka i podpowiedź, na co zwrócić uwagę i czym się kierować w ustalaniu własnego modelu. Dzięki! :)

    OdpowiedzUsuń
  12. Trzymam kciuki! Obyście znaleźli mieszkanie ;)
    Co do wspólnego konta- lepiej mieć oddzielne- jak się skończą pieniądze.... to nie ma co załatwiać z pustym kontem ;) A jak się ma oddzielne, to ma się przynajmniej pewność, że są jeszcze pieniądze w innym koncie ;)
    Pozdrawiam,
    czytelniczka Ola

    OdpowiedzUsuń
  13. My tez jak wiekszosc. Mamy osobne. Jakos tak wyszlo i nigdy sie nie zastanawialismy nad wspolnym ;) jak sie biezace pieniadze jednemu z nas koncza po prostu drugie je przelewa. Bo raz jedno ma wiecej wydstkow raz drugie. Lokaty tez mamy oboje :)
    Moj maz z wyplaty wiecej oszczedza i potem mu brakuje ;) nawet dzieci nasze maja subkonta. Bo co jakis czas grosz jakis dostana a nie wydajemy od razu na ich potrzeby.
    Zona slusznie zauwazyla sprawy spadkowe. Bo faktycznie sie o tym nie mysli. I ja tez nie mam teraz na to ochoty... Ani nie wiem co jest najlepsze. Wspolne czy osobne konta. Bo tak i tak przynajmniej notariusz czeka. Tak jak bylo po smierci mojej mamy. No generalnie najwazniejsze ze zadna kasa nie przepada!

    OdpowiedzUsuń
  14. Ja po ślubie 'dołączyłam się' do konta T. i mamy jedno wspólne konto plus wspólne konto oszczędnościowe.
    Myślę, że tak jest po prostu łatwiej - widać jak na dłoni ile mamy, a kiedy trzeba zacisnąć pasa etc. Wydaje mi się, że tak jest przejrzyściej a poza tym łatwiej uniknąć jakichkolwiek sekretów - w końcu mamy być JEDNOŚCIĄ.
    Poza tym często powstrzymuje mnie to przed kupieniem KOLEJNEJ pary butów, bo wiem, że T. ma wgląd do naszego konta ;p I tak uzgadniamy wszystkie większe wydatki, ale mimo wszystko trudniej o nieporozumienia typu 'a nie powiedziałeś/aś mi, że wydałaś tyle i tyle' etc.
    Jeśli chodzi o prezenty to już się nauczyliśmy, że albo kupujemy za gotówkę, albo mówimy drugiej osobie, żeby do urodzin/rocznicy nie wchodziła na konto / nie sprawdzała historii- i sprawa rozwiązana!
    Zaraz po ślubie przez pierwsze 3 miesiące zbieraliśmy wszystkie rachunki i założyliśmy Excel gdzie mieliśmy rubryki 'jedzenie, transport, środki czystości, rachunki, etc' i wpisywaliśmy ile wydawaliśmy na co - pomogło nam to ustalić mniej więcej nasz budżet na następne miesiące.
    ;*

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja, mimo że byłabym już w związku małżeńskim, pozostałabym przy swoim koncie bankowym. Promuję odpowiedzialność za własne wydatki. Nikt nikomu nie wypomni, że mógłby wydawać mniej na to i tamto, każdy dba o siebie.

    OdpowiedzUsuń

Jeśli chcesz, możesz skomentować to, o czym piszemy. Oczekujemy jednak podpisania się pod swoimi słowami, choćby pseudonimem. Komentarze wulgarne i obraźliwe będą usuwane.

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...